Tytuł: MortTytuł oryginału: Mort
Autor: Terry Pratchett
Seria: Świat Dysku
Tom: 4
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Opis: Czasem nawet śmierć potrzebuje wakacji - a na Świecie Dysku, jedynej Płaskiej Ziemi we wszystkich wszechświatach, kościsty strażnik klepsydry życia uświadamia sobie, że tylko jedno może dać mu chwilę wytchnienia: terminator. Wybiera więc sobie Morta - chłopca gorliwie pragnącego zdobyć wiedzę, której stanowczo posiadać nie powinien.
Wprawdzie Mort szybko opanowuje tajniki przechodzenia przez ściany, jednak nauka obiektywizmu to całkiem inna sprawa. Zwłaszcza kiedy życie, po które został wysłany, należy do pięknej, młodej księżniczki. W związku ze zmianą biegu losu rzeczywistość chwieje się w posadach. A że Śmierć wyruszył w podróż, by poznać rozkosze śmiertelnych, to właśnie Mort, z pomocą niezbyt kompletnego maga imieniem Cutwell oraz adoptowanej i pełnej entuzjazmu córki Śmierci, musi naprawić przyszły tor historii - zanim Dysk się przekręci...
~*~
Po raz kolejny sięgam do cyklu Świat Dysku i po raz kolejny jestem nim zaskoczona. Tym razem chwyciłam część opowiadającą o jednej z moich ulubionych postaci i nie mogłam się doczekać aż zacznę ją czytać. Chciałam dowiedzieć się więcej o Śmierci, który w poprzednich tomach przekonał mnie do siebie całym jego nieistniejącym sercem.
"Uczeni wyliczyli, że jest tylko jedna szansa na bilion, by zaistniało coś tak całkowicie absurdalnego. Jednak magowie obliczyli, że szanse jedna na bilion sprawdzają się w dziewięciu przypadkach na dziesięć."
Na początek jednak coś co mnie nie zaskoczyło - jak to Prachett ma do siebie przez jego książki się wręcz płynie. Są one napisane niezwykle lekko, nie ma tu nic na siłę. Wydaje się, że autor nie miał żadnego problemu z pchnięciem fabuły do przodu, że miał wszystko przemyślane. Dla mnie Terry Pratchett jest mistrzem lekkiego pióra na równi z niesamowitym Douglasem Adamsem. Obu tych panów mogłoby napisać instrukcję obsługi ręcznika, a ja byłabym wniebowzięta jej treścią.
Niesamowite było poznać bardziej dość tajemniczą postać Świata Dysku. Polubiłam Śmierć od jego pierwszego pojawienia się w "Kolorze magii" i czekałam z niecierpliwością na kolejne jego wystąpienia. Bohater ten z względu na pełnioną funkcję powinien być postacią tragiczną, u Pratchetta został on postacią komiczną. Uwielbiam kiedy autorzy używają ironii w swoich dziełach, a tutaj jest ona obecna na każdym kroku.
"Kiedy stwórca składał ten świat miał mnóstwo znakomitych pomysłów, jednak uczynienie go zrozumiałym jakoś nie przyszło mu do głowy."
Poznaliśmy w tej części spore grono nowych bohaterów. Każdy z nich na swój sposób był charakterystyczny, a zwłaszcza tytułowy bohater. Niezwykle się cieszę kiedy bohaterowie nie są idealni, a możemy zaobserwować ich powolną przemianę jak to było w tym przypadku. Mort jest bardzo sympatyczną postacią, której historię bardzo przyjemnie się czyta, a jego rozwój jest wyraźnie dostrzegalny.
"Zmiana losu choćby jednego człowieka może zniszczyć świat."
Cóż mogę więcej napisać? Jest to kolejna część która mnie porwała i nie chciała puścić. Zaskakujące jest dla mnie co autor wymyślił i to, że każda kolejna część jest równie dobra. Są to książki na jeden wieczór, ale radość z ich czytania jest o wiele dłuższa.
Moja ocena: 9/10
I'm Lagged again.
Z tej samej serii:
*Równoumagicznienie
Z ciekawością sięgnę po te książki.:)
OdpowiedzUsuńDaj znać jak skończysz! :)
UsuńKiedyś przeczytam :) chyba ...
OdpowiedzUsuńChyba? :)
UsuńUwielbiam wszystkie części, w których występuje Śmierć <3
OdpowiedzUsuńJa tak samo! Jeszcze wiele ich nie przeczytałam, ale powoli nadrabiam! :)
Usuń